FORUM O HARRYM POTTERZE

Forum o Harrym Potterze

Ogłoszenie

UWAGA !Forum przeznaczone do wymiany poglądów. Zapraszam do zachęcania kolegów i koleżanek do rejestracji oraz udzielania się na forum !

#1 2009-04-12 11:35:23

Harry Potter

Nauczyciel http://www.hpschool.pl/zdjecia/Gryffindor.gif

Zarejestrowany: 2008-07-15
Posty: 163
Punktów :   

Wywiad z J.K Rowling Część 3.

*** CZĘŚĆ TRZECIA ***


MA: Jeden ze zwycięzców konkursu TLC “Zapytaj Jo” pyta: ”Czy wspomnienia, które można oglądać w Myślodsiewni pokazują to, co zdarzyło się naprawdę, czy tylko subiektywną wizję osoby, do której dane wspomnienia należą?”

JKR: To co zdarzyło się naprawdę. Ważne jest, żeby to wyjaśnić, ponieważ, jeśli dobrze pamiętacie, Slughorn dał Dumbledorowi dość żałośnie powycinane i posklejane wspomnienie. Nie chciał dać mu prawdziwego wspomnienia, więc oczywiście wyciął pewne części i połatał je z powrotem tak, żeby wyglądało na zupełnie inne wspomnienie. A zatem wspomnienia w Myślodsiewni stają się obiektywne.

ES: Zawsze myślałem, że jest odwrotnie.

JKR: Naprawdę?

ES: Byłem pewny, że to co widać w Myślodsiewni, zawsze jest pokazane z punktu widzenia tego, do kogo należy wspomnienie. To nie ma dla mnie sensu. Jak można badać swoje wspomnienia z perspektywy osób trzecich? To brzmi prawie jak oszustwo, ponieważ można zawsze spojrzeć na pewne sprawy z cudzego punktu widzenie i usłyszeć, co ktoś mówił o nas za plecami.

MA: Więc są tam rzeczy, których się osobiście wtedy nie doświadczyło, ale można je zobaczyć lub usłyszeć, wrzucając myśli do Myślodsiewni i egzaminując swoje wspomnienia?!

JKR: Tak, i właśnie na tym polega cała magia Myślodsiewni. Jest ona tym, co ożywia te wspomnienia.

ES: Ja też chcę jedną!

JKR: W innym przypadku byłby to po prostu zwykły pamiętnik. Odwzorowanie tego, co się pamięta. Ale Myślodsiewnia odtwarza dla ciebie dany moment, więc możesz w nią wejść i zobaczyć lub usłyszeć to, czego się wtedy nie odnotowało. To jest zawsze gdzieś w twojej głowie. Ma się wtedy dostęp do tych fragmentów wspomnienia, które tkwią głęboko w twoim umyśle, a o których istnieniu nawet nie miało się pojęcia.

ES: Nasze trzecie pytanie od kolejnego zwycięscy konkursu “Zapytaj Jo” - a tym razem jest to 18-letnia Helen Poole z Yorkshire – dotyczy Grindelwalda i jestem pewny, że spodziewałaś się prędzej czy później od nas tego pytania.

JKR: Aha.

ES: No więc: czy on zginął?

JKR: Tak, zginął.

ES: Czy będzie miało to jakieś znaczenie?

JKR: [z żalem] Och...

ES: Nie musisz odpowiadać na to pytanie, ale czy mogłabyś nam podać chociaż jakieś dodatkowe informacje o nim?

JKR: Powiem wam tylko tyle, ile już powiedziałam, gdy ktoś inny zadał mi to pytanie. Pamiętacie Owena, który wygrał rywalizację w brytyjskiej telewizji o przeprowadzenie wywiadu ze mną? On właśnie zapytał mnie: “Czy to przypadek, że Grindelwald zginął właśnie w 1945 roku?”, a odpowiedź brzmi: nie. Czasem robię aluzje do tego, co w danym czasie dzieje się w normalnym świecie. Moja konkluzja jest taka, że gdy w mugolskim świecie toczy się jaka globalna wojna, to i świat czarodziejów ogarnia wojna.

ES: Czy on ma jakiś związek z...

JKR: Nie mam nic więcej do powiedzenia na ten temat.

MA: Czyli wojny czarodziejów i mugoli jakoś się wzajemnie napędzają?

JKR: Tak sądzę, Tak. Mhm.

MA: Widzę, że bardzo zamilkłaś.

[Ogólny śmiech, szczególnie Jo]

MA: Lubimy kiedy tak milkniesz bo to oznacza...

ES: ... że najwyraźniej coś ukrywasz.

[Śmiech]

MA: Nasze kolejne zwycięskie pytanie pochodzi od Delaney Monaghan z Australii. “Czy papierki od gumy, które pani Longbottom ciągle daje swojemu synowi, gdy ją odwiedza mają jakieś głębsze znaczenie?”

JKR: Byłam już o to pytana dzisiaj rano. To był jeden z niewielu pomysłów które oparłam na rzeczywistym zdarzeniu. Ktoś kiedyś opowiedział mi bardzo smutną historię o swojej starej matce, która cierpiała na chorobę Alzheimera i również przebywała w szpitalu na oddziale zamkniętym. Była już poważnie wyniszczona przez tę chorobę i nie była w stanie rozpoznać swojego syna, ale on niezmiennie przychodził dwa razy w tygodniu ją odwiedzać i za każdym razem przynosił jej cukierki. I to był dla niej jedyny punkt odniesienia, rozpoznawała go tylko jako tego, co zawsze przynosi jej słodycze. Było to dla mnie bardzo wzruszające, więc postanowiłam rozwinąć tę historię. Neville przynosi swojej matce to, co ona najbardziej lubi i (przykro mi, gdy o tym myślę), ona koniecznie pragnie dać mu coś w zamian, mimo, że to, co mu daje, jest zasadniczo bezwartościowe. Mimo to, on ciągle bierze to od niej, jako coś bardzo wartościowego, tylko dlatego, że ona wciąż próbuje mu dać cokolwiek. Ma to zatem dla niego ogromne znaczenie pod względem emocjonalnym.
Ale wiem, że różne teorie pojawiały się już na temat tych papierków.

ES: Nie można czytelników za to winić.

JKR: Mam na myśli to, że ona naprawdę nie próbuje mu przekazać jakiejś zaszyfrowanej wiadomości.

MA: Ona nie jest zdrowa na umyśle...

JKR: Nie jest, masz rację. Ale myślę, że możemy zamknąć już ten wątek, bo to naprawdę nigdzie nie prowadzi.

MA: To był prawdopodobnie jeden z najbardziej wzruszających momentów w całej serii.

JKR: Myślę, że był znaczący również dla naszych postaci.

MA: Następne pytanie pochodzi od 15-letniej Monique Padelis z Surrey – W jaki sposób i kiedy została stworzona zasłona?

JKR: Zasłona była tam tak długo, jak tylko istnieje Ministerstwo Magii. Mówię tu o setkach lat. Nie jest to aż tak ważne, żeby określić dokładnie kiedy, ale na pewno wieki temu.

MA: Ta komnata była używana również do egzekucji czy tylko studiowania?

JKR: Nie, istnieje tylko i wyłącznie po to, by zgłębiać jej tajemnice. Zresztą cały departament jest do tego stworzony. Zgłębia się tam tajemnice umysłu, wszechświata, śmierci...

MA: Czy jeszcze powrócimy do tamtej tajemniczej komnaty, to znaczy do tej jedynej komnaty w departamencie tajemnic, która zawsze pozostaje zamknięta?

JKR: Bez komentarza.

ES: Dumbledore był niezrównany w swojej znajomości magii...

JKR: Mhm.

ES: Kiedy się tego wszystkiego nauczył?

JKR: Postrzegam go głównie jako swojego rodzaju samouka. Jednakże miał za swoich czasów w szkole dostęp do najznakomitszych nauczycieli, jakich kiedykolwiek posiadał Hogwart, więc otrzymał też solidną edukację, choć nie inną niż pozostali. Rodzina Dumbledora będzie dla nas najlepszym źródłem informacji na jego temat.

MA: Jego rodzina?

JKR: Tak, rodzina.

MA: Możesz nam powiedzieć na ten temat coś więcej?

JKR: Nie. [Śmiech.]

MA: A co z rodziną Harry’ego — jego dziadkowie — czy też zostali zamordowani?

JKR: Nie. To sprowadza nas na bardziej przyziemne tematy. Dla mnie, jako pisarki, było zdecydowanie wygodniej i oczywiście lepiej dla samej fabuły, gdy Harry został kompletnie sam. Więc raczej bez skrupułów pozbyłam się jego rodziny, oprócz – rzecz jasna - ciotki Petunii. Wiemy oczywiście, że James i Lily są niesamowicie ważni dla całej historii, ale dziadkowie? Nie. I ponieważ mam na ten temat parę dodatkowych faktów, mogę powiedzieć, że rodzice Lily i Petunii byli mugolami i że umarli naturalną śmiercią. Rodzice Jamesa byli już w podeszłym wieku, kiedy przyszedł na świat, co tłumaczyłoby to, że jest ich jedynym dzieckiem, mocno rozpieszczonym. Urodził im się stosunkowo późno, więc był dla nich tym cenniejszym skarbem - co często zdarza się i w naszym świecie. Jego rodzice byli starzy, nawet jak na czarodziejów, więc również umarli naturalną śmiercią. Nie ma nic tajemniczego czy mrocznego w ich odejściu z tego świata. Po prostu musiałam ich wyciąć z całej fabuły, więc ich uśmierciłam.

MA: To by zamykało również rozdział na temat wszystkich teorii związanych z Harrym jako dziedzicem Gryffindoru.

JKR:Tak. Niestety tak.

MA: No i kolejne wielkie teorie przeminęły z wiatrem.

[Śmiech]

JKR: Tak, i właśnie o to chodzi, bo widzicie, jestem świadoma tego, że “Książę Półkrwi” nie zachwycił wszystkich, ponieważ uciął jednoznacznie niektóre wielkie teorie. Według mnie, jeśli stałoby się inaczej, to znaczy, że nie wykonałam dobrze swojego zadania. Niektórym osobom na pewno to się nie spodoba, a już na pewno wielu osobom nie spodoba się to, kogo uśmierciłam. Ale niestety było to nieuchronne.
Notabene, ciągle nie wiemy, czy był to cenny przeciek czy po prostu trafiona spekulacja.

ES: Mówisz o szóstej części?

MA: Pamiętasz te zakłady Emerson?

ES: Ach, tak…

JKR: Tak, ta cała afera z zakładami. Teraz już możemy się jedynie domyślać. Może pamiętacie jak było z “Zakonem”? Wszystkie zakłady w pewnym momencie poszły na Cho Chang i to było dokładnie to samo. Nagle ktoś postawił jakieś 10,000 funtów na Cho Chang i aż trudno uwierzyć, by ktoś chciał zmarnować taką sumę pieniędzy, więc myślimy, że miał wewnętrznego informatora. Jednak z Dumbledorem ciągle nie wiemy, jak było naprawdę. Czy był to cenny przeciek, czy po prostu ktoś zgadł i trafił w samo sedno.

ES: Pamiętam, że nawet przeprowadziliśmy na ten temat sondę na MuggleNet, w której pytaliśmy się, co na ten temat sądzą internauci.

JKR: No i jaki był rezultat? Jestem ciekawa..

ES: Większość myślała zgodnie, że zginie na pewno, tylko wahali się pomiędzy szóstą a siódmą częścią, ale ogólnie raczej stawiali na siódmą.

JKR: Doprawdy?

ES: To było coś około 65/35, ale definitywnie większość orzekła, że zginie.

JKR: No cóż, myślę, że jeśli spojrzymy wstecz na tego rodzaju powieści, nad którymi pracuję, to prawie zawsze główny bohater musi ostatecznie stanąć na końcu sam. Tak już po prostu jest i wszyscy, którzy mają pojęcie o konstrukcji tego typu fabuły, to wiedzą. Pytanie pozostaje tylko, kiedy się to stanie i w jaki sposób.

ES: Tak, ten stary mędrzec z długą siwą brodą zawsze musi odejść.

JKR: Tak, mniej więcej to miałam przed chwilą na myśli.

[Śmiech.]

MA: Od momentu, kiedy Dumbledore zaczął przekazywać Harry’emu swoją całą, ogromną wiedzę, wszyscy zaczęliśmy przeczuwać, że nawet on zdaje sobie sprawę ze zbliżającej się śmierci.

JKR: Mhm.

MA: A moment, w którym Harry mówi coś w stylu, „Zdaję już sobie z tego sprawę i moi rodzice też zdawali sobie z tego sprawę i tu chodzi właśnie o ten wybór”,  uświadamia nam dobitnie, że cała historia zmierza nieuchronnie ku końcowi i że Dumbledore wkrótce umrze. Mam wrażenie, że był to moment nadający sens całej serii. Zgodzisz się ze mną?

JKR: Tak. Wydaje mi się, że jest pomost łączący ten moment w „Komnacie Tajemnic”, gdy Dumbledore mówi: “To nasze wybory mówią o tym, kim jesteśmy, a nie nasze umiejętności,” z tym, co Dumbledore mówi w szóstej części do Harry’ego coś w stylu, “Ta przepowiednia ma znaczenie tylko dlatego, że ty i Voldemort zdecydowaliście, by tak było Gdybyście obaj zdecydowali się odejść każdy w swoją stronę, obaj moglibyście teraz żyć.”. I o to właśnie chodzi, o nasze życiowe wybory. Harry i Voldemort mogliby stwierdzić: „Dobra, nie będziemy się w to bawić” i po prostu pójść każdy w swoim kierunki... ale to już nie nastąpi, bo jest na to za późno. Voldemort dokonał wyboru w momencie, gdy uznał, że Harry jest dla niego zagrożeniem i próbował go zabić. Od tego momentu przepowiednia zaczęła się wypełniać i teraz już nie ma odwrotu - musi dojść do tego ostatecznego starcia.

ES: Pamiętam, jak zastanawiałem się podczas czytania “Zakonu Feniksa”, co by się stało, gdyby Harry i Voldemort zdecydowali się po prostu...

JKR: Podać sobie ręce i odejść każdy w swoją stronę? Chyba trudno byłoby nam się z tym pogodzić!

[Śmiech.]

ES: A co by się stało, gdyby Voldemort nigdy nie usłyszał przepowiedni?

JKR: Przecież w tym rzecz, czyż nie? To pomysł zaczerpnięty z “Makbeta”. Uwielbiam tę sztukę, jest chyba moim ulubionym dziełem Szekspira. Tam jest opisany dokładnie ten sam problem. Czy gdyby Makbet zabił Duncana, gdyby nie spotkał na swej drodze czarownic - czy miałoby miejsce którekolwiek z następujących później wydarzeń? Czy sam spowodował, że to wszystko się stało, czy może było to jego przeznaczenie? Ja wierzę, że sprawił to sam.

MA: Gdyby wszyscy mogli, tak po prostu, uścisnąć sobie ręce i rozegrać partyjkę golfa, wszystko byłoby o wiele łatwiejsze.

[Śmiech.]

MA: W powieściach pojawia się wiele wątków związanych z dozgonną wiernością i odwagą połączonymi z bezgranicznym poświęceniem, szczególnie w trzeciej części, kiedy pada zdanie w stylu “Powinieneś raczej wybrać śmierć niż zdradzić swoich przyjaciół, my byśmy to samo zrobili dla ciebie”. To bardzo ważne, by przekazać takie wartości 8- czy 10-letnim czytelnikom.

JKR: Tak, ale oczywiście wyobrażam sobie to w kontekście sytuacji naprawdę ekstremalnych. Mam nadzieję, że żaden 8-latek nie znajdzie się w sytuacji, która wymagałaby takich poświęceń. Mówimy tu przecież o osobach w pełni dojrzałych i o ich świadomych wyborach w świecie ogarniętym wojną. Pytanie, które powinno tutaj paść, to czy wy, jako czytelnicy, wierzycie, że Syriusz naprawdę byłby gotów oddać życie za swoich przyjaciół, tylko dlatego, że on tak twierdzi?

ES: Och, jestem tego pewny.

MA: Tak, ja też.

JKR: Ja też głęboko wierzę w to, że Syriusz oddałby życie za swoich przyjaciół. Mimo niektórych wad, ma on głębokie poczucie honoru i ostatecznie wolałby raczej godnie zginąć - jak zresztą widzieliśmy – niż żyć w hańbie do końca swoich dni, z poczuciem, że skazał na śmierć swoich przyjaciół. Macie zatem rację, to jest głębokie przesłanie, ale przez to muszę pokazywać w swoich książkach również zło. Jestem zawsze zaskoczona, gdy słyszę, jak ludzie mówią mi: “Wydaje mi się, że twoje książki stają się zbyt mroczne”. Odpowiadam wtedy: “Naprawdę? A który fragment „Kamienia Filozoficznego” był według Ciebie lekki i wesoły?” Oczywiście, pierwsze tomy mają są jeszcze dość niewinne, bo gdy Harry idzie do szkoły, jest jeszcze chłopcem. Ale przecież pierwsza część zaczyna się od podwójnego morderstwa. Myślę, że ta obecność śmierci jest odczuwalna już od samego początku. Poza tym są w niej o wiele bardziej przerażające wizje niż chociażby w „Komnacie Tajemnic”, nawet pomimo tego ogromnego węża - przecież zakapturzona postać spijająca krew jednorożca nie należy chyba do najprzyjemniejszych widoków. Myślałam o tym przez te wszystkie lata od momentu napisania „Kamienia Filozoficznego” i dotarło do mnie, że także obraz twarzy wyrastającej z tyłu czyjejś głowy jest jedną z najbardziej niepokojących wizji we wszystkich dotychczasowych częściach.
Jestem zatem w stanie zgodzić się z tym, że moje książki są dość niepokojące. Jest w nich wiele przerażających elementów, ale naprawdę nie wydaje mi się, bym kiedykolwiek przekroczyła granicę, która mogłaby wpłynąć negatywnie na czyjeś zdrowie psychiczne.

MA: Jakiego koloru są oczy Rona?

JKR: Niebieskie. Naprawdę nigdy tego nie wyjawiłam? Nigdy? [Jo zakrywa twarz rękami.]

MA: Błagali nas, żebyśmy o to zapytali.

JKR: Są niebieskie. Harry'ego są zielone, Rona niebieskie, a Hermiony brązowe.

MA: A jaki jest Patronus Rona?

JKR: Nie napisałam też nigdy o patronusie Rona? O nie, jestem w szoku! [Śmiech.] Patronus Rona to mały pies, taki jak miniaturowy Terrier i był to wybór sentymentalny, bo sami mamy takiego pieska w domu. Jest zwariowany.

MA: Czy to Ginny wysłała tę walentynkę do Harry’ego?

JKR: Tak, to ona.

MA: To znaczy chodzi mi o to, czy było to z inicjatywy Toma Riddle'a czy samej Ginny Weasley?

JKR: Samej Ginny.

MA: No i opłaciło jej się to.

JKR: [Śmiech] W pewnym sensie na pewno.

MA: Patrząc wstecz, to wydaje mi się, że przebieg tych wydarzeń można było przewidzieć od czasu sceny w pociągu do Hogwartu w „Kamieniu Filozoficznym” - gdy Harry obserwował przez okno rodzinę Weasleyów.

JKR: Też tak myślę. Podoba wam się zatem para Harry/Ginny?

ES: Czekaliśmy na to od lat!

JKR: Bardzo się cieszę.

MA: I ten ich pocałunek!

JKR: Tak…

ES: wreszcie doszedł do skutku!

JKR: Tak, nareszcie - wiem!

MA: Czy zawsze miałaś to zaplanowane w ten sposób?

JKR: Zawsze wiedziałam, że ten moment kiedyś nadejdzie, wiedziałam, że będą parą, a następnie się rozejdą.
Według mojego planu – wydaje mi się, że w pełni go zrealizowałam - czytelnicy, podobnie jak i Harry, mieli odkryć w Ginny idealną dziewczynę dla niego. Jest twarda w pozytywnym tego słowa znaczeniu, a Harry potrzebuje kogoś, kto sprosta wyzwaniu bycia z taką osobą jak on - bo jest w pewnym sensie przerażającym partnerem. Jest jakby naznaczony. A ona jest zabawna i myślę, że jest również bardzo wyrozumiała i ciepła. Takich cech Harry oczekuje od swojej idealnej partnerki. Ale wydaje mi się – a mówię tu o przeszłości -  że kiedyś przerażał ją wizerunek Harry’ego. Kiedy Ginny w wieku dziesięciu lat po raz pierwszy zobaczyła Harry’ego, był on dla niej trochę jak gwiazda rocka, o której wszyscy mówią i którą wszyscy znają. Nigdy nie chciałam, żeby to Ginny była pierwszą dziewczyną, którą Harry pocałuje. Harry musiał do tego związku dorosnąć.
W swoich książkach staram się pokazać, jak mocno Harry dojrzał. Jednym ze sposobów na pokazanie tego jest scena w pociągu do Hogwartu z szóstej części. Pamiętacie sytuację, gdy w „Zakonie Feniksa” do przedziału weszła Cho? Harry pomyślał wtedy: „Wolałbym żeby zastała mnie w jakimś lepszym towarzystwie”. Był wtedy z Luną i Neville’em. Identyczna sytuacja jest w „Księciu Półkrwi”, gdzie Harry znowu siedzi w przedziale z Luną i Neville’em, ale tym razem już sporo dorósł i wie, że siedzi z najfajniejszymi osobami w całym pociągu. Może nie wyglądają zbyt cool, ale teraz już Harry zdaje sobie sprawę z tego, co jest w życiu wartościowe i że na pewno nie jest to wygląd. Mam wrażenie, że w tej części Harry i Ginny są na równym poziomie rozwoju emocjonalnego. Oboje bardzo zmienili się emocjonalnie i pozbyli się wielu złudzeń, więc naprawdę dobrze mi się o nich pisało. Bardzo lubię postać Ginny.

MA: Czy nosi ona w sobie jakieś ukryte znaczenie? Mam na myśli tę całą historię z Tomem Riddle’em i to, że jest siódmym z kolei dzieckiem Weasleyów.

JKR: Ginny była pierwszą córką urodzoną w rodzinie Weasleyów od pokoleń. Jest jeszcze taka bardzo stara tradycja związana osobą siódmej córki zrodzonej z siódmej córki i siódmego syna, a to dotyczy Ginny i właśnie dlatego jest bardzo utalentowaną czarownicą. Myślę że zdążyliście to zauważyć, bo Ginny potrafi robić bardzo imponujące rzeczy tu i ówdzie i będziecie mieli okazje, by to znowu zobaczyć.

ES: Dlaczego Dom Slytherina jest ciągle…

JKR: ... ciągle legalny?!

[ogólny śmiech]

ES: Tak. Jest przecież w pewnym sensie mocno krytykowany.

JKR: Ale przecież nie wszyscy, którzy do niego należą, są źli. Myślę, że każdemu trzeba dać szansę. Muszą przyjmować wszystkie osoby niezależnie od ich wad. Nie zapominajmy, że przecież każdy ma jakieś wady. Tyczy się to też wszystkich uczniów. Gdyby tylko potrafili się zjednoczyć i współpracować ze sobą, na pewno stanowiliby potężną siłę nie do pokonania.

ES: A nie mogliby…

JKR: ... po prostu ich wszystkich wyrzucić? NIE, Emerson, naprawdę nie mogliby!

[Śmiech]

ES: No to nie mogliby ich po prostu rozmieścić w trzech pozostałych domach, które wprawdzie nie pasowałyby do nich idealnie, ale za to wystarczająco, by pozwolić im ukończyć szkołę i po prostu odizolować od tak negatywnego środowiska?

JKR: Mogliby, ale musisz pamiętać o tym co już mówiłam wcześniej…

ES: Nawet ich pokój wspólny to ciemne i ponure miejsce…

JKR: No nie wiem… ja uważam, że pokój wspólny Slytherinu ma w sobie mroczne piękno.

ES: Ale czy to nie jest zły pomysł, by umieszczać wszystkie dzieci śmierciożerców razem?

JKR: Ale one nie wszystkie są złe — nie myśl, że nie wiem do czego zmierzasz — ale wy jako czytelnicy zawsze mieliście okazję patrzeć na dom Slytherinu tylko z perspektywy dzieci śmierciożerców. Ale oni są tylko małą częścią całej populacji Slytherinu. Nie mówię, że reszta Ślizgonów jest czarująca, ale na pewno nie są tacy jak Draco, Crabbe czy Goyle.

ES: Ale nie ma wielu dzieci Śmierciożerców w innych domach, prawda?

JKR: Ale mamy tam ludzi spokrewnionych z nimi, to pewne.

ES: Ale w mniejszej liczbie.

JKR: Prawdopodobnie. Ale taka jest tradycja. Muszą być cztery domy, w przeciwnym razie nie pasowałoby to do idei, na której opiera się Hogwart, mam tu na myśli cztery żywioły. Więc Gryffindor to ogień, Ravenclaw to powietrze, Hufflepuff to ziemia a Slytherin to woda - dlatego ich pokój znajduje się pod jeziorem. Musi być zachowana harmonia i równowaga. Ma się cztery niezbędne komponenty i łącząc je ze sobą, tworzy się jedno potężne i magiczne miejsce. Choć na tę chwilę, jak wiemy, nie za bardzo się ze sobą zgadzają.

ES: Czy James był jedynym, który żywił gorące uczucia do Lily?

JKR: Nie. [Pauza.] Ona była trochę jak Ginny. Była dość popularna.

MA: Snape?

JKR: Ta teoria często się pojawia.

ES: A może Lupin?

JKR: Na to również nie odpowiem.

ES: A może oboje?

JKR: wiesz, że nie mogę na to odpowiedzieć, czyż nie?

ES: A nie możesz nam dać chociaż jakiejś małej wskazówki, nie zdradzając zbyt wiele?

JKR: Więc ujmę to tak: Lupin bardzo lubił Lily, ale nie chcę, by ktokolwiek myślał, że rywalizował z Jamesem o jej uczucia. Lily cieszyła się dużą popularnością w szkole, ale sądzę, że już sami zdążyliście to zauważyć.

MA: Jak to się stało, że się zeszli? Przecież ona nienawidziła Jamesa, z tego co mogliśmy zauważyć.

JKR: Czy aby na pewno? Jesteś przecież dziewczyną i wiesz, co mam na myśli.

[Śmiech.]

ES: W jaki sposób Fredowi i Georgowi udało się odgadnąć, że Irlandia zwycięży, ale Bułgaria złapie znicza?

JKR: Myślę, że jeśli ktoś jest naprawdę wciągnięty w Quidditcha, to jest w stanie przewidzieć takie rzeczy.

ES: Ale jak można to przewidzieć? Bo przecież nigdy nie wiadomo, kiedy i w jakim miejscu dokładnie pojawi się znicz.

JKR: Trzeba zaryzykować. Oni postawili wszystko na jedną kartę. Tacy właśnie są Fred i George, prawda? To oni należą do tych w rodzinie którzy zawsze podejmują ryzyko. Z jednej strony mamy Percy’ego- podporządkowanego i robiącego wszystko zgodnie z obowiązującymi zasadami – a z drugiej strony mamy Freda i Georga, którzy wybrali zupełnie inną drogę życia, gotowi by ryzykować wszystko.

MA: W jaki sposób udało im się odkryć, jak działa mapa?

JKR: Cóż – ja kiedyś wytłumaczyłam to sobie w ten sposób: nie wydaje wam się, że byłoby to w ich stylu, gdyby po prostu powiedzieli coś kiedyś żartem i zaobserwowali, jak mapa się zmienia?

MA: Tak.

JKR: Mnie też zdaje się to wysoce prawdopodobne.

ES: Ale, że trafili dokładnie na taką dokładną kombinację słów? Mieli dużo szczęścia czy może Felix Felicis?

JKR: po prostu pomogła im mapa.

MA: Tak, też tak sądzę. Mogę sobie nawet wyobrazić, jak ucinają sobie z nią małą pogawędkę.

JKR: I mapa podsuwała im pewne wskazówki, aż w końcu trafili na właściwą kombinację słów.

ES: Co u licha Aberforth Dumbledore robił z tą kozą?

[Ogólny Śmiech]

JKR: musicie sami to zgadnąć! [złośliwy uśmiech]

MA: I Dumbledore zażartował sobie z tego, że też miał w rodzinie nietypowych ludzi.

JKR: Tak, rzeczywiście. Mieliście okazję słyszeć tylko przelotnie o Aberforcie.

MA: Czy ten błysk triumfu (w oczach Dumbledora, gdy Harry powiedział mu - pod koniec czwartej części - że Voldemort znów mógł go dotknąć) będzie miał jakieś konsekwencje w przyszłości?

JKR: To ma ogromne znaczenie. I nie powiem nic więcej na ten temat. Na razie pozostawię to sprawności waszej wyobraźni.

ES: Myślę, że wszyscy zdali sobie sprawę z tego, gdy o tym czytali, że jest to znaczący moment, ale nie znalazło to żadnych konsekwencji w 5 czy 6 części.

JKR: Mogę więc powiedzieć, że ten wątek na pewno powróci.

ES: Już dawno czekaliśmy na jakieś sensacje z tym związane.

JKR: I macie całkowitą rację. Na pewno w siódmej części wszystko się wyjaśni, więc słusznie czekacie.

MA: Teraz, pod koniec całego cyklu, wiemy, przez co Harry będzie musiał przejść, nim wypełni swoje przeznaczenie, ale czy to możliwe, że tylko na tym będzie się opierała reszta całej historii?

JKR: Oczywiście, że nie tylko na tym. Przez to oczywiście musi przejść, bo to jedyny sposób, by zabić Voldemorta. Będzie to wyjątkowo wyczerpująca i trudna droga, ale jest to po prostu coś, co musi zrobić. Harry teraz już to wie, a przynajmniej tak mu się wydaje, z czym przyjdzie mu się zmierzyć. Domysły Dumbledora nigdy nie były zbyt precyzyjnie wypowiedziane, ale na pewno bardzo pomocne. Cóż, nie chciałabym tu powiedzieć zbyt dużo, ale Dumbledore mówi: „Pozostały jeszcze cztery, musisz się pozbyć jeszcze czterech Horcruxów i potem odszukać Voldemorta”. Więc Harry wie, mniej więcej, na czym stoi i co ma do zrobienia.

ES: To wielkie wyzwanie.

JKR: To ogromne wyzwanie. Ale Dumbledore dał mu kilka cennych wskazówek, a również Harry w sześciu poprzednich książkach zgromadził mnóstwo potrzebnej wiedzy, o której istnieniu nawet sobie jeszcze nie zdaje sprawy. Nie powiem nic więcej na ten temat.

ES: Ale teraz wydaje się to prawie nieosiągalne. Przecież gdyby Harry poszedł do tej jaskini sam, to nigdy by się nie domyślił, co należy zrobić.

JKR: Mogę się teraz z wami założyć, że do końca tego tygodnia najbardziej wnikliwi czytelnicy poprawnie zidentyfikują co najmniej jeden Horcrux.

MA: Ktoś podsunął mi w nocy, że może ten dziennik...

JKR: Harry definitywnie zniszczył tan kawałek duszy pod koniec drugiej części. Przecież sami widzieliście, jak już się materializował i jak został ostatecznie unicestwiony. Już go nie ma. A Ginny na pewno nie jest już w żaden sposób opętana przez Voldemorta. Gwarantuję wam to.

MA: Czy Ginny ciągle zna mowę węży?

JKR: Nie.

MA: A czy ma u Harry’ego dług za uratowanie jej życia?

JKR: Nie. Ale z Glizdogonem to zupełnie inna sprawa. Wiecie, że część mnie naprawdę chciałaby wyjaśnić, o co chodzi w tym wątku, ale ze względu na fabułę siódmej części naprawdę nie mogę tego zrobić.

ES: Wcale nie chcielibyśmy tego wiedzieć.

JKR: "Tak, tak, kontynuuj – my naprawdę nie słuchamy!"

[Śmiech.]

ES: Kto jest matką chrzestną Harry’ego?

JKR: Harry nie ma matki chrzestnej .

ES: Naprawdę?

JKR: Syriusz nigdy nie miał czasu, by znaleźć sobie dziewczynę, był szczęśliwy bez niej (w Anglii jest zwyczaj, że to małżeństwo patronuje dziecku).

ES: Mogli przecież wybrać po prostu kogoś z najbliższych przyjaciół.

JKR: W momencie, kiedy Harry był chrzczony, jego rodzice już musieli się ukrywali. Z konieczności uroczystość była zaaranżowana bardzo po cichu. Zaprosili tak mało osób, jak to tylko było możliwe i naprawdę bardzo chcieli powierzyć tą rolę Syriuszowi. — Nie mogę tu wyjawić nic więcej.

[Zaczęliśmy sobie zdawać sprawę z czasu, który upłynął od rozpoczęcia wywiadu…]

MA: Czy możemy to jeszcze kiedyś powtórzyć?

[Śmiech.]

JKR: Myślę, że jest to możliwe.

MA: Czy to znaczy, że może być za tydzień?

[Ogólny śmiech.]

JKR: Po prostu zamknijcie mnie gdzieś w jakimś podziemnym pokoju!

MA: No cóż to by się dało załatwić. Moja rodzina jest z Sycylii, Jo…

[Śmiech.]

MA: Muszę ci zadać koniecznie jeszcze jedno pytanie [Melissa wkłada na nos swoje zielone okulary, bierze jedno z piór leżących na stole i kładzie na kolanach kartkę z pytaniami dla Jo]

[Śmiech]

JKR: RITA! Ach, brakuje mi jej!
Powiem wam, że jest tylko jeden sposób na artykuły Rity, a jest nim śmiech. W przeciwnym razie można by zwariować. Tak czy inaczej, bardzo lubię o niej pisać. W filmowej wersji gra ją Miranda Richardson. Już nie mogę się doczekać, by ją zobaczyć w tej roli.

MA: My widzieliśmy. Poszliśmy kiedyś na plan, gdy akurat pracowała.

JKR: I jak było?

ES: Wygląda fantastycznie w tej roli.

JKR: Ona jest naprawdę dobrą aktorką.

ES: O! mam w związku z tym jedno pytanie. Czy teraz, pisząc swoje książki, widzisz aktorów z planu czy ciągle postaci, które sama stworzyłaś w wyobraźni?

JKR: Za każdym razem widzę moje własne postaci.

ES: I ich wygląd filmowy nigdy nie miał wpływu na twoją wizję?
JKR: Ani trochę. Ciągle widzę mojego Harry’ego, mojego Rona i moją Hermione. Pisałam o nich tak długo przed ekranizacją powieści, że wizerunki aktorów nie były w stanie wpłynąć na moją wyobraźnię. Ale pomyślałam sobie o Rupercie, kiedy pisałam sceny Ron/Lavender. Oczywiście zawsze tak to planowałam, ale wywołało u mnie uśmiech, gdy pomyślałam, że to właśnie on stanie przed zadaniem zagrania tego w filmie.

[Chwila przerwy, podczas której patrzymy na zegarek…]

JKR: Późno już, wiem.

MA: Mamy sześćdziesiąt sześć stron pytań jeszcze, Jo.

JKR: O mój Boże!

ES: Po prostu będziemy je zadawać dopóki nas stąd nie wyrzucą.

[Ogólny Śmiech.]

ES: Hagrid - Strażnik Kluczy: czy ten przydomek coś oznacza?

JKR: Po prostu to, że Hagrid ma klucze do bram Hogwartu. Nie jest to coś, czym należałoby się zbytnio ekscytować. To tylko zwykła nazwa.

MA: Czy Harry i Ron kiedykolwiek przeczytają “Historię Hogwartu”?

JKR: Nigdy [Śmiech.] I nawet całkiem dobrze się składa, bo lubię gdy Hermiona mówi “Kiedy ją wreszcie przeczytacie?” i nie mogłabym jej pozbawić tego przywileju, więc na pewno nie sprawię, żeby ją kiedykolwiek przeczytali.

MA: Czy Zgredek wie o przepowiedni?

JKR: Nie.

MA: A czy wie wszystko o Potterach?

JKR: Oczywiście zna całą historię, ale jego wiedza jest ograniczona do tego, co usłyszał, gdy służył u Malfoyów.

MA: Och, jest jeszcze jedno pytanie, które bardzo chciałam ci zadać. Czy Snape był kiedykolwiek kochany przez kogoś?

JKR: Owszem, był. Ok, jeszcze tylko po jednym pytaniu od każdego!

ES: Dlaczego czarownice i czarodzieje nie deportują się, gdy są w niebezpieczeństwie?

JKR: No więc z tym jest podobnie jak ze wszystkimi czarami. Po prostu są sposoby, żeby to uniemożliwić. Ale czasami oczywiście deportują się. Bardzo często, kiedy mamy okazję widzieć scenę tego rodzaju, to rozgrywa się ona w miejscu, gdzie nie można się deportować -  jak na przykład wHogwarcie. Są jeszcze inne powody. Czasami chcą po prostu zostać i walczyć lub zmierzyć się z tym, co ich czeka. Ale czasami niewątpliwie się teleportują.

JKR: [do Melissy] No dalej, jakie masz dla mnie to ostatnie pytanie?

MA: Czy w pamiętną noc w Dolinie Godrika był obecny ktoś jeszcze?

JKR: Bez komentarza. Przykro mi!

[Ogólny Śmiech.]


Koniec.



źródło: http://www.mediarodzina.com.pl/nowa/harry_potter/


"(...) Harry siedział, wpatrując się w Snape'a i wyobrażając sobie najgorsze rzeczy jakie mogłyby mu się wydarzyć. Gdyby tylko wiedział, jak rzucić zaklęcie Cruciatus... Rozłożyłby go na podłodze i patrzył, jak miota się i dygoce (...)"

http://img113.imageshack.us/img113/9196/harryer8.gif

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
Strona główna materace janpol Serwis laptopów noclegi w Grzybowie